CyberFolks przejmuje PrestaShop – quo vadis PrestaShop?
CyberFolks przejmuje Prestashop - Quo Vadis Prestashop? Czyli co nas czeka!?
Czym jest CyberFolks oraz H88 / R22?
Wszyscy znamy głównie firmę CyberFolks. Jest to jedna z marek H88, która należy do grupy R22.
H88 konsekwentnie realizuje strategię konsolidacji rynku poprzez przejęcia. Osobiście nie jestem fanem takiego podejścia, bo monopol zabija innowację. Kilka lat temu spółka ta przejęła wiele firm hostingowych, co spotkało się z mieszanymi opiniami. Część klientów deklarowała pogorszenie jakości usług po przejęciach – według nich jakość usług po przejęciach spadła.
Sam również tego doświadczyłem i ostatecznie zrezygnowałem z ich usług. W chwili obecnej osobiście nie mamy tam nic.
Obecnie CyberFolks:
- posiada udziały w Shoperze,
- jest właścicielem Syliusa,
- a w niedługim czasie przejmie również PrestaShop.
Do tego dochodzi cała lista marek hostingowych: Zenbox, Kei.pl, Domeny.pl, Hekko oraz narzędzia e-commerce: Apilo i SellIntegro – czyli realna alternatywa dla BaseLinkera.
Przyznam szczerze, że w tym miejscu chce mi się trochę z tego śmiać. Shoper przez bardzo długi czas prowadził agresywną politykę porównawczą wobec PrestaShop. Były nawet reklamy w Google Ads, które wprost sugerowały, jak kiepską i drogą platformą jest PrestaShop.
Dziś natomiast PrestaShop ma zostać przejęty przez tę samą grupę, która wcześniej prowadziła kampanie osłabiające jego markę. Ot, taka ironia losu 🙂
(Dla jasności: CyberFolks posiada 49,9% akcji Shopera, nie jest jego stuprocentowym właścicielem).
Dokąd to zmierza?
W najnowszym komunikacie czytamy:
Połączenie Shopera, PrestaShop i Syliusa pozwala Grupie zaoferować najpełniejszy na rynku zestaw technologii dla handlu internetowego
Nie oszukujmy się – mówimy o korporacji, która wydała ogromne pieniądze na przejęcie PrestaShop za 55 milionów euro (czyli około 232,3 mln zł).
A zasada jest prosta: inwestycje muszą się zwrócić.
Koniec Open Source?
Nie oszukujmy się – ten scenariusz już wielokrotnie widzieliśmy. Wiele systemów, które dziś funkcjonują głównie jako SaaS, zaczynało jako pełnoprawne Open Source, ale w momencie, gdy firma znalazła lepszy model monetyzacji, OS został zdegradowany do roli przynęty marketingowej. Oficjalnie „nadal istnieje”, w praktyce: brak wizji, brak realnych innowacji, minimum utrzymania.
Dobrym przykładem jest Magento – po przejęciu przez Adobe rozwój wersji Open Source został wyraźnie spowolniony, a wszystkie istotne funkcje, integracje i kierunek rozwoju trafiły do Adobe Commerce (Cloud / SaaS). Open Source pozostał, ale głównie po to, by generować leady i podtrzymywać narrację.
Przy starcie prac nad PrestaShop 1.7 deweloperzy wielokrotnie podkreślali, że chcą architektonicznie zbliżyć się do Magento — i dziś można powiedzieć, że od strony kodu ten cel w dużej mierze został osiągnięty, a od strony monetyzacji niewykluczone, że również.
Podobnie było z ElasticSearch – formalnie „open”, realnie rozwój i sens istnienia przesunięty do Elastic Cloud, a licencja zmieniona tak, by self-hosting stał się nieatrakcyjny biznesowo.
Kolejny przykład to GitLab – Community Edition nadal istnieje, ale od lat jest oczywiste, że wszystkie strategiczne funkcje lądują w SaaS i wersjach Enterprise, a CE pełni rolę darmowego wejścia do ekosystemu.
Warto też wspomnieć o SugarCRM, który zaczynał jako popularny Open Source CRM, a dziś OS jest praktycznie martwy, a firma sprzedaje wyłącznie rozwiązania chmurowe.
I wreszcie przykład bardzo czytelny, bo mniej „korporacyjny”: osTicket. Przez lata był jednym z najpopularniejszych open-source’owych systemów helpdesk. Dziś:
- wersja Open Source stoi w miejscu,
- realny rozwój, UX i nowe funkcje są dostępne głównie w osTicket Cloud,
- OS istnieje głównie dlatego, że jego całkowite porzucenie wywołałoby bunt społeczności.
Schemat jest zawsze ten sam:
- Open Source buduje zasięg, zaufanie i społeczność.
- SaaS staje się głównym produktem, bo daje kontrolę i przewidywalne przychody.
- Open Source zostaje, ale bez realnego wpływu na przyszłość projektu.
Dlatego pytanie „Quo Vadis PrestaShop?” nie jest pytaniem teoretycznym. Patrząc na historię podobnych projektów, ryzyko jest oczywiste: PrestaShop może pozostać Open Source formalnie, ale cały ciężar rozwoju, innowacji i decyzji biznesowych może zostać przesunięty w stronę rozwiązań zarabiających – SaaS, usług chmurowych i zamkniętych ekosystemów.
I to nie jest teoria spiskowa - to powtarzalny model biznesowy.
Symfonia i moduły
Wprowadzenie Symfonii wyraźnie obniżyło tempo wprowadzania poprawek w samym Core PrestaShop. Rzeczy, które kiedyś były poprawiane relatywnie szybko, z czasem zaczęły przechodzić przez długi, wieloetapowy proces.
Jeżeli błąd dotyczył Core, to:
- nie dało się go obejść w module,
- nie dało się go „załatać lokalnie”,
- pozostawało czekanie na poprawkę od PrestaShop.
I to czekanie potrafiło trwać miesiącami, nawet w przypadku prostych, ale uciążliwych problemów, które dotykały wielu sklepów jednocześnie. Takie zgłoszenia trafiały do oficjalnych issue, były dyskutowane, ale czas reakcji był długi i mało przewidywalny.
Z perspektywy twórców modułów to kluczowa zmiana: nie chodzi o technologię, tylko o proces decyzyjny i wydawniczy po stronie PrestaShop.
W tym kontekście pytanie „co dalej z PrestaShop” po przejęciu przez dużą grupę kapitałową jest jak najbardziej zasadne. Bo jeśli tempo pracy nad Core nie przyspieszy, a wręcz się wydłuży, to konsekwencje odczują nie tylko developerzy, ale przede wszystkim sklepy, które są od tych decyzji zależne.
Ale co to ma wspólnego z modułami?
No właśnie… co z modułami.
Shoper, jako platforma oparta w pełni o model SaaS, całkowicie wycofał możliwość korzystania z własnych modułów. Dawniej – bardzo dawno temu – istniała opcja wykupienia dostępu do źródeł i hostowania systemu u siebie. Ten etap mamy już za sobą. Dziś Shoper to zamknięty ekosystem, bez realnej przestrzeni dla niezależnych twórców rozszerzeń.
Jeśli PrestaShop pójdzie tą samą drogą, to dla twórców modułów rysują się dwa główne scenariusze.
1. Pełne przejście w SaaS
PrestaShop staje się w pełni zamkniętym systemem:
- brak możliwości instalowania zewnętrznych modułów,
- wszystkie funkcje dostępne wyłącznie „w abonamencie”,
- rozwijane są tylko te elementy, które biznesowo się opłacają.
Przy odpowiednim rozwoju taki PrestaShop SaaS może funkcjonalnie zbliżyć się nawet do systemów klasy OMS, ale będzie to oznaczało stałe opłaty abonamentowe. W tym wariancie PrestaShop zaczyna przypominać rozwiązania typu IAI / IdoSell.
2. SaaS z katalogiem modułów
Drugi wariant to zamknięty katalog modułów:
- twórcy piszą moduły,
- moduły trafiają do weryfikacji,
- dopiero po akceptacji są udostępniane klientom.
Problem? Pojawia się pośrednik między twórcą a sprzedawcą – i to pośrednik, który decyduje:
- co może trafić do katalogu,
- na jakich zasadach,
- i na jakich marżach.
Taki model ma jeszcze jeden, dużo poważniejszy minus.
Załóżmy, że twórca tworzy świetny moduł, który staje się hitem. Rośnie zainteresowanie, funkcja okazuje się potrzebna dużej liczbie sklepów. W pewnym momencie właściciel platformy stwierdza, że:
„To się dobrze sprzedaje, dodajmy to do Core albo jako oficjalny moduł”.
A moduł to przecież inwestycja:
- czas,
- rozwój,
- wsparcie,
- ryzyko.
Nie każdy moduł jest sukcesem. Weźmy teoretyczna sytuację: na 10 modułów 1 sprzedaje się naprawdę dobrze, pozostałe ledwo się zwracają. To trochę jak ruletka – inwestujesz, licząc, że jeden projekt pociągnie resztę.
Przykład:
- 10 modułów,
- koszt rozwoju każdego: 20 000 zł,
- łącznie: 200 000 zł.
Dziewięć z nich zarobi łącznie 30 000 zł. Ten jeden – hit – ma szansę zarobić 300 000 zł.
I właśnie ten jeden, ze względu na popularność, zostaje wchłonięty do Core PrestaShop SaaS.
Deweloper:
- zrobił research na własny koszt,
- poniósł ryzyko,
- wypracował rozwiązanie.
Platforma:
- przejmuje funkcjonalność,
- ma dostęp do know-how,
- korzysta biznesowo.
Teoretycznie zyskują też sprzedawcy. Ale w dłuższej perspektywie giną innowacje, bo nikomu nie będzie się opłacało inwestować w rozwój ekosystemu, w którym sukces oznacza… utratę produktu.
A wtedy najbardziej stracą właśnie sprzedawcy.
Już nawet nie wchodząc w temat wykorzystania kodu i pomysłów do trenowania wewnętrznych modeli AI, które potem same będą „proponować” lub generować moduły. Brzmi jak fantastyka? Były już firmy, które dokładnie tak kończyły.
Podsumowanie
Wiele zależy od decyzji, które zostaną podjęte w przyszłości – niekoniecznie w najbliższym czasie, ale w perspektywie kilku lat. Na dziś PrestaShop najprawdopodobniej pozostanie projektem Open Source, głównie po to, aby uspokoić społeczność i nie wywoływać gwałtownych reakcji. Trudno jednak zakładać, że ten stan będzie trwały wiecznie.
Patrząc długofalowo, istnieje realne ryzyko stopniowego ograniczania roli Open Source - nie poprzez jego formalne zamknięcie, ale przez przesuwanie coraz większej części realnej wartości do rozwiązań płatnych, usługowych lub chmurowych.
Nie jest to scenariusz abstrakcyjny. Model biznesowy Syliusa, który jest jednym z podmiotów zaangażowanych w przejęcie, jasno pokazuje ten kierunek. Jest to model, który się już sprawdził. Podstawowa wersja pozostaje darmowa, natomiast Sylius Plus oferowany jest w modelu płatnym, uzależnionym od GMV sklepu, podobnie jak BaseLinker. Równocześnie na Marketplace Syliusa wszystkie moduły są darmowe - co jest korzystne dla użytkowników, ale jednocześnie pokazuje, że monetyzacja funkcjonalności koncentruje się głównie po stronie oficjalnej oferty, a nie niezależnych rozszerzeń.
Najważniejsze jest jednak to, że model SaaS zawsze oznacza mniejszą swobodę – niezależnie od intencji. Mniej miejsca na własne rozwiązania, większą zależność od decyzji producenta i wolniejsze reagowanie na niestandardowe potrzeby. I to właśnie ten aspekt, a nie sama zmiana właściciela, może w dłuższej perspektywie okazać się kluczowy dla przyszłości PrestaShop, jego ekosystemu i sprzedawców, którzy z niego korzystają.